sobota, 4 marca 2017

Podsumowanie stycznia i lutego i plany na marzec


Hejka naklejka!
Przychodzę dzisiaj do was z podsumowaniem czytelniczym stycznia i lutego i z moimi planami czytelniczymi na marzec. Nadal nie wiem kiedy, te dwa miesiące się zaczęły i skończyły, ale wiem za to, że odejmując wszystkie weekendy, święta i wolne zostało 70 dni do końca roku szkolnego, co mnie zarówno przeraża jak i podbija na duchu!

Jeżeli chodzi o moje czytanie to jest źle. Nie wiem czym to jest spowodowane. Brakiem motywacji, czasu czy czegoś innego, ale ostatnio kompletnie zeszła mi ochota na czytanie, a bardziej zaczęłam oglądać seriale normalne Monia, normalne
W każdym razie mam nadzieję, że w marcu przeminie mi ta zła passa i wkręcę się znowu w książki. A za tym idzie również w pisanie postów... o czymś je pisać trzeba.



Także tak prezentuje się moje podsumowanie stycznia i lutego. Jak wiadomo mogło być lepiej, ale nie mogę narzekać, bo większość książek stąd była naprawdę ciekawa i bardzo mi się podobała.

♥ Behawiorysta - Remigiusz Mróz 5/5
(Aros.pl)
♥Dziewczyna z dzielnicy cudów - Aneta Jadowska 4/5 (Wydawnictwo SQN) RECENZJA
♥ Siłaczka - Stefan Żeromski 2/5
(Biblioteka lektura szkolna)
♥Tajemne miasto - C.J.Daugherty 4/5
(Wydawnictwo Otwarte) RECENZJA
♥Księga snów - Nina George 5/5
 (Wydawnictwo Otwarte) RECENZJA
♥ I tylko ciemność - Becky Masterman 3/5
(Biblioteka)

Także to tyle. Nie jest aż tak źle, ale mogło być lepiej. Jeżeli chodzi o seriale, to oglądam na bieżąco "Suits" i "Supernatural" ♥ A w styczniu zaczęłam i skończyłam "Serię niefortunnych zdarzeń" i bardzo mi się podobało!
A plany na marzec wyglądają tak:



A wam jak poszło w styczniu i lutym? Ile macie w planach przeczytać książek przez cały rok? Ja się trzymam nadal wyzwań "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu", "52 książki w rok" i jeszcze do tego dochodzi "Wyzwanie czytelnicze Rory Gilmore" zrobione przez Alicję oczywiście. 



niedziela, 26 lutego 2017

La La Land ~ Niby kolejny schematczny muscial, ale czy na pewno?

Choć wiedziałam, że za La La Land odpowiada Damien Chazelle, twórca rewelacyjnego filmu Whiplash, do kina nie szłam z żadnymi wygórowanymi oczekiwaniami. Wszędzie, co prawda, słyszałam głosy zachwytu, ale chciałam po prostu dobrze się bawić, trochę wzruszyć i zrelaksować. Czy się udało?

„La La Land” ma już siedem Złotych Globów, co jest wynikiem rekordowym. Jeżeli streścić by tutaj opis filmu wyszło by zbyt banalnie. Ona - dziewczyna, która marzy dzięki swojej ciotce o zostaniu sławną aktorką, on - facet, który jest z krwi i kości jezzowcem, który nie może przeżyć, że jego ukochany gatunek muzyki wymiera, a słuchają go tylko podstarzali ludzie, którzy nie mają co robić. Postanawia założyć własną jazzową knajpę. Oboje pragną być nie tyle beneficjentami hollywoodzkiego splendoru, ile artystami przez duże A, które to marzenie popycha ich ku sobie.
Początek,napisy i ogólny wygląd filmu kojarzyły mi się z jakimś musicalem z lat 80. Plakaty w pokoju Mii, płyty winylowe u Seba, neony na ulicach i wyraziste kolory. Chazelle znajduje jednak sposób na to, by widza nie zemdliło, a obraz okazał się czymś więcej niż pastiszem i sumą rozległych inspiracji. Po tym wszystkim zaczyna się nieco uspokajać. Kolory filmu zmieniają się z neonów i jaskrawych odcieni. Blakną tworząc odcienie błękitu, fioletu, a neony zmieniają się w pastele. Muzyka z zabawnej, roztańczonej i skocznej przemienia się w melancholijne ballady pokroju osławionego już "City of Stars", a cukierkowe życie głównych bohaterów i ich wspaniała miłość od pierwszego wejrzenia zmienia się tworząc bardziej realistyczną rzeczywistość.


Mnie osobiście jeżeli chodzi o wizualne aspekty film urzekł. Śliczne widoki, kolory, cudowne sukienki głównej bohaterki, a do tego śliczne ballady wpadające w uchu. Jeżeli chodzi o historię mamy tutaj typową historię miłosną przedstawioną w bardzo uroczy i trochę inny sposób z jakże realistyczną i na początku w ogóle nie przewidywalną końcówką, która mimo, że fajnie by było jak by była inna to jednak cieszę się, że reżyser do końca nie pociągnął tej schematycznej wizji.
La La Land” jest gwarancją świetnej dwugodzinnej rozrywki. To kapitalnie zagrany przez duet Stone-Gosling, brawurowo opowiedziany melodramat ze świetną ścieżką dźwiękową przypominającą dlaczego miłośnicy prawdziwego jazzu tak uwielbiają jego przełomowy „Whiplash”.
Ocena: 4/5










czwartek, 2 lutego 2017

[ PREMIEROWO] Księga snów ~ Nina George




Hej kochani!
Zazwyczaj jak zaczynam pisać recenzję to siadam, włączam telefon, to białe puste pole na którym piszę właśnie w tym momencie i to jest niesamowite uczucie. Możliwość zapisania swoimi słowami całej pustej strony. Bardzo odprężające. Jednak teraz, mimo, że zrobiłam tak samo to jednak mam pewne obawy. A mianowicie boję się, że recenzja ta nie spodoba się komuś przez co nie przeczyta tej książki. Mam nadzieję, że tak się jednak nie stanie. 


,, Trzeba przestać myśleć (...) Nie myśl, idź za obrazem, który w sobie widzisz i powoli odtwórz go swoim głosem. Nie szukaj słów, żeby oddać swój ból i smutek... Znajdź miejsce i wyśpiewaj je." 

Od tej książki nie spodziewałam się zbyt wiele. Nie wiem sama dlaczego. Okładka piękna, tytuł też intrygujący ale jakoś miałam wrażenie, że opowieść ta nie spodoba mi się. Jakie było moje zdziwienie, gdy zaczęłam czytać tą cudowną opowieść o życiu, śmierci, i życiu między tymi dwoma różnymi a jakże podobnymi płaszczyznami.


,, Nagle wiem, czego człowiek żałuje najbardziej w ostatnich sekundach życia, kiedy nie da się już nadrobić zaległości. 
Widzę to i wydaje mi się to tak logiczne. 
Jak głupi jest człowiek. Ciągle zapomina o tym, co najistotniejsze. Podąża od śmierci do śmierci, od życia do życia. Ja też o tym zapomniałem."(str. 78)

Henri Skinner to były reporter wojenny, który z obawy przed rodzinnymi zobowiązaniami nigdy nie poznał własnego dziecka. Z tego samego powodu nie wyznał też miłości kobiecie, którą kochał. W dniu, w którym miał coś w swoim życiu zmienić zdarzył się wypadek. Henri, ratując tonącą dziewczynkę sam uległ wypadkowi, w wyniku którego zapadł w śpiączkę i nigdy nie dotarł do miejsca docelowego - szkoły Sama, swojego trzynastoletniego syna, który od dawna marzył by poznać ojca. Od tego momentu śledzimy losy Henriego, który dryfuje między życiem a śmiercią przeżywając swoje życie na mnóstwo różnych sposobów, ludzi, którzy nad nim czuwają na oddziale intensywnej terapii.


,, (...) Dopiero kiedy go poznałam, uświadomiłam sobie, jak bardzo samotny może być człowiek: nie ma przy nim nikogo, kto by go znał od urodzenia i kochał tylko dlatego, że istnieje. Taki człowiek odcina się od świata." ( str. 114)


Cała akcja jest podzielona na trzy etapy. Z jednej strony życie wokół Henriego toczy się swoim rytmem, czego on sam nie widzi. Przy jego łóżku wiernie czuwa Samuel, mający wieczną nadzieję na spotkanie z ojcem, którego tak właściwie na dobrą sprawę nie zna, oraz Eddie, jego była partnerka, którą Skinner upoważnił do podejmowania wszelkich decyzji o jego stanie zdrowia. Drugą płaszczyzną są retrospekcje, dzięki którym możemy lepiej poznać bohaterów i ich różne życia z milionem popełnionych błędów i milionem przeżytych cudownych chwil. Ostatnią już płaszczyzną jest wędrówka Henriego po wodach i jego bezcelowe dryfowanie między życiem a śmiercią. 
Cała powieść również opowiedziana jest z perspektywy trzech osób: Henriego, Sama i Eddie. Na początku nie byłam co do tego przekonana ale teraz uważam, że to był świetnie zagrany zabieg autorki.


,, To, co płynne, jest ostateczną rzeczywistością - mówi Henri (...) To, co udało nam się ustalić, ma o wiele mniejszą powierzchnię niż to, pozostaje nieznane. 
Inaczej mówiąc. Widzimy świat, ale go nie znamy. Rzeczywistość nas przerasta." (str. 115)

Jeżeli chodzi o moje odczucia co do tej pozycji to jestem przeszczęśliwa, że miałam możliwość przeczytania tej książki i jednak się zdecydowałam. Dlaczego? Ponieważ jest to pięknie i melanholijnie opisana historia o odwiecznych pytaniach każdego człowieka: Czy gdy będę umierać to będę czuć się spełniona? , Jeżeli nie to co muszę zrobić by tak się czuć? Czy istnieje jakaś przestrzeń między życiem a śmiercią w której nasza dusza dryfuje po beztroskich wodach szukając wyjścia? 

"Księga snów" Niny George to boleśnie realna opowieść o zwykłych ludziach takich jak my opowiedziana nie przesadnie wymyślnym językiem, który idealnie wpasowuje się w całą historię.  Skłania do refleksji nad słusznością raz podjętych decyzji.  Przepełniona jest emocjami. Przez całą książkę łzy cisnęły mi się do oczu i to nie dlatego, że książka jest smutna, tylko dlatego, że czytając ją miałam wrażenie, że czytam coś tak boleśnie realnego, ale tak odległego, że to aż rani. Sama myśl o tym, że taki jest bieg rzeczy, że dużo ludzi pewnie w tym momencie w którym ja o tym czytam walczy o życie, albo również tak samo jak Henri leży gdzieś tam na oddziale intensywnej terapii. I być może oni też dryfują wspominając swoje dotychczasowe decyzje, które podjeli, albo śnią o życiu, którego nie doświadczyli, ponieważ coś nie poszło po swojej myśli. Ale tak już jest. Czas jest jedyną "rzeczą" której nie możemy cofnąć i to jest strasznie dołujące.

Jeżeli będziecie widzieli gdzieś tą książkę, to zwróćcie na nią uwagę. Naprawdę. Warto poznać tą historię. 

Za możliwość przeczytania tej historii dziękuje Wydawnictwu 

środa, 25 stycznia 2017

"Tajemny ogień" i "Tajemne miasto"


Od początku stycznia ciągnęło mnie do jakiejś odprężającej, mało wynoszącej, fantastycznej lektury. 
I w tym miejscu z odsieczą przybyło do mnie Wydawnictwo Otwarte z propozycją przeczytania "Tajemnego Ognia" i drugiego tomu, czyli "Tajemnego miasta". Bardzo mnie to ucieszyło, ponieważ z C.J.Daugherty miałam już styczność przy czytaniu serii "Wybranych" z których co prawda przeczytałam pierwszy tom tylko, ale nie dlatego że mi się nie podobała. Po prostu nie jest mi po drodze. Tym razem ciekawiło mnie jak autorka poradzi sobie wraz z  



Taylor Montclair (Anglia). Główna bohaterka pewnego dnia odkrywa, że drzemią w niej potężne moce. Dziewczyna poznaje szokującą prawdę o sobie i swojej rodzinie. Dowiaduje się, że moc która w niej buzuje zwana jest tajemnym ogniem.

Sacha Winters (Francja). Na jego rodzinę, setki lat temu została rzucona klątwa, która ma obejmować trzynaście pokoleń. Każdy pierworodny z synów, w dniu swoich osiemnastych urodzin umiera. Sacha jest trzynasty. Jego dni są policzone. Jednak na świecie istnieje osoba, która może go ocalić.

Zaczynając od pierwszego tomu. Jestem pozytywnie
zaskoczona historią jaką uraczyły mnie obie panie. Niby wydaje się typową młodzieżówką - no i może faktycznie nie jest z wysokiej półki, ale też nie można na nią narzekać. Jeżeli chodzi o pierwszą część to trochę irytowała mnie na początku główna bohaterka Taylor, ale z czasem stawało się coraz lepiej. Sachę polubiłam zdecydowanie bardziej. Nie było za słodko, co więcej było mrocznie i niebezpiecznie. Romans nie przytłacza, czasami go wręcz brakuje. Spodziewałam się może trochę więcej romantycznych uniesień i bardziej podkreślonego uczucia pomiędzy dwójką głównych bohaterów, ale o dziwno ich relacje mimo, że było widać od początku, ze coś między nimi jest to nie było to jakoś wielce wywyższone. Może trochę bardziej w drugim tomie, ale też nie do bez przesady. Jeżeli chodzi o to, to autorki świetnie wyważyli ogólną fabułę i ciągnący się tok wydarzeń jak i uczucia bohaterów
, co jest dużym plusem, zważając na to, że dużo czytelników w powieściach Young adult denerwuje zbyt duże zainteresowanie romansem niż samą akcją.
 Rzeczą, która również mi się podobała w drugim tomie, była większa liczba wydarzeń i przygotowań do tego co miało nastąpić na samym końcu. Sam w sobie koniec "dupy nie urywa" ale nie spodziewałam się raczej jakiegoś wielkiego "ŁAŁ" więc nie mogę powiedzieć, że jestem zawiedzona. Również poza dynamiczniejszą akcją w drugim tomie na pierwszy plan zaraz obok Taylor i Sachy wychodzą niektórzy boboczni bohaterzy, co również jest świetne zważywszy na to, że Louisa jest świetnie wykreowanym damskim bohaterem z silną wolą i sarkastycznym miejscami poczuciem humoru. 

Do stylu w jakim została napisana książka nie mam zarzutów. Podobał mi się brak narracji pierwszoosobowej i przedstawienie punktu widzenia z różnych perspektyw. Tym razem C. J. Daugherty mnie nie zawiodła. Z pewnością ma na to wpływ twórczość Cariny Rozenfeld. Oby tak dalej.
Podobało mi się również przerzucanie akcji z Anglii do Francji. Nadaje to pewnej świeżości. Ciekawie jest poznać Paryż nie tylko z tej ładnej, turystycznej strony. 

Podsumowując. Jeżeli ktoś ma ochotę przeczytać fantastyczną duologię Young adult to polecam "Tajemny ogień" i "Tajemne miasto"! Przyjemna lektura do przeczytania w wolnej chwili. 

Za książki dziękuje Wydawnictwu 


niedziela, 15 stycznia 2017

[65] Dziewczyna z dzielnicy cudów ~ Aneta Jadowska





Są przyjazne i urocze miasta alternatywne. I jest Wars – szalony i brutalny – oraz Sawa – uzbrojona w kły i pazury. Pokochasz je i znienawidzisz, całkiem jak ich mieszkańcy.
Jak ona. Nikita. To tylko jedno z jej imion, jedna z jej tajemnic. Jako córka zabójczyni i szaleńca chce od życia jednego – nie pójść ścieżką żadnego z rodziców. Choć na to może być już za późno.
Z Dzielnicy Cudów – części miasta, która w wyniku magicznych perturbacji utknęła w latach 30. ubiegłego wieku – zostaje uprowadzona jedna z piosenkarek renomowanego klubu Pozytywka. Sprawą zajmuje się Nikita. Trop szybko zaprowadzi ją tam, gdzie nigdy nie chciałaby się znaleźć. Na szczęście jej pleców pilnuje Robin. Czy na pewno? Kim on właściwie jest?

Aneta Jadowska to postać z pewnością bardzo dobrze znana miłośnikom polskiej fantastyki. Jej cykl o Dorze Wilk zdobył sporą popularność i uznanie wśród mnóstwa czytelników. Ja niestety nie miałam możliwości zapoznać się z książkami pani Anety, dlatego nie wiem jak książka ta ma się przy innych książkach tejże autorki. Jestem za to po lekturze "Dziewczyny z dzielnicy cudów", którą przeczytałam już na początku stycznia jednak nie miałam możliwości by napisać recenzję. Do teraz.

Akcja powieści rozgrywa się w dwóch przedzielonych Wisłą alternatywnych miastach - Warsie i Sawie. I nie, ich nazwy nie mają zupełnie nic wspólnego z postaciami z legendy o powstaniu Warszawy, wręcz przeciwnie - są to miejsca stworzone od początku przez autorkę. Dziwne, tajemnicze, przepełnione magiczną energią i pełne różnorakich niebezpieczeństw - tworzą niezwykle klimatyczne tło dla przygód pewnej dziewczyny o wielu imionach, którą czytelnik poznaje na początku jako Nikitę. Pracuje ona dla Zakonu Cieni, ale prywatnie przyjmuje także różne zlecenia w tytułowej Dzielnicy Cudów. Na samym początku powieści Nikicie zostaje przydzielony nowy partner do pracy dla Zakonu, Robin, który budzi w niej mnóstwo sprzecznych uczuć. Bohaterka będzie musiała go lepiej poznać, przekonać się o jego szczerości i spróbować nawiązać nić wzajemnego zaufania. Niedługo później z renomowanego klubu Pozytywka w Dzielnicy Cudów ginie jedna z pracujących tam dziewcząt - Zelda - bliska znajoma Nikity. Rozpoczynają się poszukiwania, podczas których wychodzą na jaw fakty z przeszłości głównej bohaterki, a także prawdziwy cel porywacza.
 
 
"Cała sztuka to nie pomylić fantazji z rzeczywistością i nie zgubić siebie... czy własnego wyobrażenia o sobie. Czasami trudno to rozróżnić."

Główna bohaterka, Nikita, to kobieta, która w życiu przeszła nie mało i właśnie te wydarzenia ukształtowały w niej twardy pancerz, za którym musi się skrywać aby przetrwać. Twarda, zdecydowana , wojownicza, nieufająca praktycznie nikomu... Mieszanka wręcz bombowa, a ja wybuchy bardzo lubię. Przy książkach nie można się nudzić, a Nikita oferuje nam jazdę na najwyższych obrotach.
 Pojawia się ciekawy facet i historia porwania lokalnej piosenkarki. Moim zdaniem, jest tutaj wszystko, co gwarantuje nam świetną zabawę, z tą książką w roli głównej. Książkę czyta się bardzo szybko, jest tak jak już wcześniej wspomniałam, mega wciągająca i wraz z "upływem" kolejnych kartek, człowiek dobija do granic zachłanności połączonej z pazernością. Napisana została ciekawym i prostym w odbiorze językiem
Jeżeli mało wam pochwał to wspomnę jeszcze o niesamowicie pięknym wydaniu. Odnoszę wrażenie, że SQN ze wszystkich wydawnictw na rynku najbardziej skrupulatnie i pieczołowicie pracuje nad tym by każda ich książka już samą okładką wywoływała westchnienie u czytelnika. Jeszcze później otwiera się książkę i widzi się  te cudowne, klimatyczne rysunki, których ja za chiny ludowe bym nie narysowała.
 Autorką ilustracji do Dziewczyny jest Magdalena Babińska. Pani Magdo, pokłony za to jak dokładnie potrafiła Pani przejrzeć moją wyobraźnię i pomóc mi jeszcze bardziej wciągnąć się w historię.

Książkę polecam każdemu i czekam na kolejne tomy. Musicie poznać historię Nikity, która wciągnie was od pierwszych stron!

Za możliwość przeczytania tej cudownej historii dziękuję Wydawnictwu SQN! :)
 
Recenzja dostępna tutaj:
 







piątek, 25 listopada 2016

Hygge Klucz do szczęścia ~ Meik Wiking



Hej wszystkim!
Nie było mnie sporo czasu, ale czasu z miesiąca na miesiąc coraz mniej. Ale! Zgłaszam poprawę i proszę o wybaczenie. Teraz postaram się pisać więcej, bo jak tak dalej pójdzie to zapomnicie, że ktoś taki jak ja istnieje xD Na dobry początek coś wesołego i przyjemnego, czyli książka od Wydawnictwa Czarna Owca o jednym z najpiękniejszych duńskich słów, czyli Hygge.

A no właśnie! A co to oznacza Hygge, i czemu to niby takie ładne słowo i jak Duńczycy to robią, że mimo, że mają jedne z najwyższych podatków są jednym z najszczęśliwszych narodów na świecie? Hygge jest faktycznie pięknym i stosunkowo krótkim słowem, ale jego znaczenie jest bardzo rozległe. Jak to pisze Meik Wiking, czyli autor tejże książki i dyrektor Instytutu Badań nad Szczęściem w Kopenhadze najważniejszą rzeczą jest wytłumaczenie komuś czym jest Hygge i w moim odczuciu udało mu się to wyjaśnić w bardzo ciekawy i zrozumiały sposób. Teraz ja wam po krótce spróbuje wytłumaczyć co kryje się za słowem Hygge. Wyobrażacie sobie śnieżny dzień, wy siedzicie w domu pod kocem z herbatą albo kawą, zapaloną pachnącą świeczką i dobrą książką i nie musicie nigdzie wychodzić? Czujecie się przytulnie i macie cudowne wrażenie, że w końcu macie czas dla siebie i możecie w końcu posiedzieć w domu i niczym się nie przejmować. To oznacza hygge. Hygge to słowo, którym Duńczycy chcą opisać ten nastrój. Ale dlaczego akurat oni są najbardziej Hygge i dlaczego tak często używają tego słowa? I co zrobić, żeby być bardziej szczęśliwym? To już jest opisane w książce, więc nie będę wam psuć zabawy.



Meik Wiking w przejrzysty, ciekawy jak i zabawny sposób opisał całą idee hyggowania. Dzięki tej książce zauważyłam miłe i przyjemne rzeczy, które robię codziennie z czystej przyjemności i na które nie zwracam uwagi zawalona problemami. Ale na tym polega szczęście Duńczyków. Cieszą się z małych rzeczy. Chociażby żeby podać przykład czerpią radość z tego, że spotykają się ze znajomymi, z rodziną, z ukochaną osobą. Wielkie szczęście sprawiają im takie pierdoły, jak posłuchanie swojej ulubionej piosenki, obejrzenie jakiegoś filmu czy serialu, wyciszenie się i pomyślenie o czymś miłym, przerwa między jakimiś zajęciami, zapalenie nowej, ślicznie pachnącej świeczki, przeczytanie książki czy chociażby popatrzenie na ulewę, albo śnieżycę, gdy siedzą po ciepłym kocem w rodzinnym domu. I czytałam tą książkę z myślą plątającą się gdzieś z tyłu głowy, że "Kurde ja też to robię i też lubię zapalić świeczkę, albo wypić herbatę, ale nie zwracam na to zbyt dużej uwagi. A może powinnam?"

Książkę polecam każdemu. Powiem wam, że hygge jak i hyggowanie jest bardzo ciekawym zjawiskiem i słowem. Książka ta jest pozycją w pewien sposób wyjątkową, ponieważ jak żadna inna nie opowiada o tym, co przynosi ludziom szczęście. Pokazuje, że do prawdziwego szczęścia nie jest potrzebne wiele rzeczy i ta książka jest tego idealnym przykładem.

Tytuł: Hygge. Klucz do szczęścia.
Autor: Meik Wiking
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 288
Data wydania : 9 listopada 2016
Cena katalogowa: 34,99zł



ZA KSIĄŻKĘ, MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA JEJ I ZAUFANIA MI DZIĘKUJĘ
 
 
 
Recenzja dostępna również tutaj:

KLIK LubimyCzytać
KLIK empik.com

Do następnego posta, czyli Podsumowania 3 miesięcy!
Papa ♥

sobota, 5 listopada 2016

Potomkowie ~ Tosca Lee



Hej wszystkim!
Mamy weekend 😀 Tak i to już zdecydowanie potwierdzone info. I właśnie dlatego też, że nic nie mam do nauki po za powtórzeniem na próbny egzamin gimnazjalny (( trzymajcie kciuki xD)) to mam czas na napisanie recenzji książki, którą dostałam od Wydawnictwa IUVI  ♥ Nie spodziewałam się po niej wiele. Czy się zawiodłam? Przekonacie się w recenzji :) Zapraszam!

"Kiedy po raz pierwszy zjawiasz się w ośrodku, nikt nic nie mówi. Nie ma takiej potrzeby. Przeszedłeś przez terapię, testy i wiele przygotowań pozwalających otrzymać plastikową bransoletkę, którą zakładają ci w dniu zabiegu. Zabiegu, który uratuje ci życie. Już nie dopytują, dlaczego się zdecydowałeś. I nie przeszkadza im, że nie powiedziałeś słowa prawdy.Już tylko skrobnięcie rysika, kiedy podpisujesz się na ekranie - po raz ostatni własnym nazwiskiem"

Tak zaczyna się prolog "Potomków". Nie wiem jak was, ale mnie zaintrygował i chciałam wiedzieć co jest dalej. Jeżeli wy tez chcecie wiedzieć jaka historia jest opowiedziana po tym wstępie to już jest połowa sukcesu. Ale zacznijmy od początku. Dosłownie. Niby typowa fabuła. Dziewczyna poddaje się zabiegowi usunięcia pamięci i chce zacząć życie od nowa... Ale czy na pewno? A może przed kimś ucieka? Może chce wymazać z pamięci wspomnienia i wszystko co wie, żeby uratować komuś życie? Problem w tym, że tego dlaczego to zrobiła nie wie nawet ona a co dopiero my.

Wdrążając się w fabułę i przewracając kolejne kartki dowiadujemy się wszystkiego po kolei. A z racji tej, że jest to powieść napisana w pierwszej osobie (( za czym osobiście nie przepadam, ale tutaj odziwo strasznie mi się spodobało to rozwiązanie)) potrafimy o wiele bardziej wczuć się w to, co przeżywa główna bohaterka. I kolejne co mi się podoba to to, że główna bohaterka mimo, że książka jest " dla młodzieży" to ona sama nastolatką nie jest i jak się dowiadujemy:  jest 21- letnią kobietą.

Główna bohaterka. Budzi się. Nic nie pamięta. Wie, że ma na imię Emily Porter i, że poddała się zabiegowi. Nie pamięta rodziców, dzieciństwa. Jedyne co ma to list: od siebie dla siebie.
" Emily, to ja. Ty.
Nie pytaj o dwa minione lata. Nie szukaj ich w pamięci i nie staraj się grzebać w przeszłości.
Od tego zależy twoje życie. Życie innych ludzi również.
Tak przy okazji, nie masz na imię Emily. Zginęłaś w wypadku..."

Poznaje nieznajomego, który twierdzi, że jest potomkinią "Krwawej Hrabiny" Elżbiety Batory,  największej i najgroźniejszej morderczyni wszech czasów. I wie, że jest ścigana. Musi uciekać, a od swojej tajemniczej opiekunki dostaje jedną jedyną radę: "Nie ufaj nikomu."
Ale skoro ma nie ufać nikomu to czy może zaufać opiekunce, która to powiedziała?
Jedyne co wie na sto procent to to, że musi odzyskać to co straciła w przeciągu chwili: wspomnienia i pamięc ostatnich dwóch lat swojego życia.

Jeżeli was zaintrygowałam i mi się to udało to się cieszę i mam nadzieję, że sięgnięcie po tą pozycje, bo warto.
Za książkę i możliwość przeczytania jej dziękuje Wydawnictwu IUVI. Recenzja również
Tu: klik
I tu: klik

Miłego weekendu!





Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka